I'm giving up the ghost of love

and a shadow is cast on devotion...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Naprawdę mam już wszystkiego dosyć. Chcę odpocząć. Chcę mieć czas się wyspać. Chcę go w ogóle spędzić tak, jak mi się podoba! A niektórych ludzi ciężko ostatnimi czasy zrozumieć. Zapewne mnie też.

Chcę być samolubna, jeden jebany raz w tym życiu. Ciekawe, czy potem zeżarłyby mnie wyrzuty sumienia.


Tagi: n i e.
18.05.2012 o godz. 17:13
Pierwszy w tym roku, że tak się pochwalę. Moja kondycja leży i kwiczy, więc mimo wszystko muszę się za to zabrać. Nie będę narzekać, jeśli przy tym schudnę. ;d

Poza tym przyda się jeśli pojedziemy na obóz w góry, na co się zanosi. Jestem pewna, że będę jęczącą kulką odcisków, ale... Zapewne warto. Nawet jeśli stoczę się z jakiegoś szczytu, gdy w panice zamknę oczy, żeby nie widzieć wysokości. Ale co z tego, skoro zajebiście mnie to nakręca! :D

Babeczkowy sezon również uważam za otwarty. Zawsze to jakaś praca własna, prawda. W ogóle to fajnie się spędza z Tobą czas, marudko (tak, to efekt tego że mnie dowartościowałaś).

Nie chcę wracać do szkoły. Nie chcę być na lekcjach z P. Nie chcę słyszeć gróźb, pytania i hasła 'wyciągamy karteczki'. Ani myśli o czekającym egzaminie, hy hy. Poczułam już lato, słoneczko i luz, więc nie odpuszczę :)

Iiii na zakończenie (szalenie mi się podoba taka metamorfoza... gdybym odważyła się tak zafarbować włosy i wyzbyła się myśli, że to niebieściasta przesada.. ugh):

d5ad5a74d99768694fffe8849eb63f92.jpg
Tagi: don't vory p
05.05.2012 o godz. 21:35


Dodaję rekordową ilość obrazków ostatnimi czasy (i nawet nie chce mi się ucinać adresów stron, cóż). Może to kolejne uzależnienie.

W każdym razie, biorę się za oponki. Bo ostatnio wpierdalam i czuję się gruba. I że mi się tłuszcz trzęsie, i takie tam. I przestaję tylko narzekać, zaczynam działać. I muszę się tylko powstrzymać, żeby czegoś nie zeżreć dla uczczenia decyzji. Bo najgorsze jest w sumie powstrzymywanie się od jedzenia słodyczy, czy w ogóle buszowania po szafkach z przyzwyczajenia.

A jutro, na dobry koniec tygodnia, sprawdzian z religii (!) - oraz końcert (!!). I będę się jarać biletem, choćby i naddartym xd
I nie będę się śmiać ani z betonu, ani z cornera. Ja to się jednak cieszę, że trafiłam na tych ludzi xd

Długi weekend. Yay, yay, yay.
26.04.2012 o godz. 19:35

?!



Tryb ruletki: ON.
25.04.2012 o godz. 15:24
Niczym. Myślę, że olewanie zachowania co niektórych ciepłym, tęczowym moczem jest najlepszym rozwiązaniem. Szkoda mojej psychiki, ludzi nie zmienię. Cóż. Życie nauczy paru rzeczy, moi państwo, a przynajmniej mam taką nadzieję.

Jeszcze tylko do końca tygodnia, przez matmę, biologię, recenzje, konkursy. Sigh...

24.04.2012 o godz. 19:50
Wczoraj było nawet fajnie. Szkoda, że bez nastroju na dzikie baunsy, no i bez pasów o północy, ale co tam. Dobra odskocznia, dobre towarzystwo, dobra zabawa.

Dzień przed:
Ja: E tam, nie idźmy już szukać ciuchów tak w ostatniej chwili, za późno. I tak jestem brzydka...
Mama: To tym bardziej, trzeba chociaż ładną bluzkę kupić.
Motywacja: +100, dzięki której zresztą coś kupiłyśmy.

Od jakiegoś czasu gromadzę łatwe przepisy, żeby w końcu coś upichcić (o naiwności ludzka!). Mam tylko nadzieję, że od dzisiejszego próbnego deseru nie pochoruje się cała rodzinka, włącznie ze mną. Na ich miejscu też bym kazała mnie pierwszej spróbować ;p

Poza tym, nawet pozytywnie. Utrzymują się dobre kontakty z rodzicami, tata wręcz z ochotą mi dziś pomagał. Może miało to zrównoważyć sceptyczne nastawienie mamy ;p

A życie jakoś leci.
Wiem że krótko, ale nie mam zbytniej weny. Ot, zwykły dzień.





Boże, jak ja tęsknię za starymi Wilkami... Mam zamiar dziś w tym utonąć.
22.04.2012 o godz. 16:46
Czuję się po prostu świetnie. Rano byłam już bliska bardzo poetycznego zemdlenia - kiedyś w końcu trzeba wznieść rączkę do czoła i wdzięcznie się przewrócić - ale proza życia musiała dać o sobie znać. Poleciałam do łazienki i, mówiąc kolokwialnie, rzygałam jak kot. Szkoda tylko, że kotom to nie odejmuje uroku, a mnie niestety tak.

Ogólnie dzień spędziłam w łóżku, starając się nie myśleć o tym, jak napierdala mnie głowa i oczy. Na szczęście już jest lepiej, a przynajmniej nie słaniam się na nogach. Leżę z torebkami rumianku na twarzy bo to podobno pomaga, lol. Mam nadzieję, że dzisiejszym wylegiwaniem się nie zafunduję sobie kolejnej nieprzespanej nocy.
Albowiem jutro - matma <3 I angielski. I dodatkowy angielski.

W ogóle, chyba gdy umieram, jestem lepszym człowiekiem. Kiedy wróciła mama, ani razu się na nią nie wydarłam, jak to mi się często... codziennie... zdarza. Delikatnie przekazałam informacje o kiepskich ocenach (jutro zebranie, ubezpieczam się w ostatniej chwili), jak również info o 18-stce. Cytuję: "A, no to już jak chcesz...". To chyba oznacza zgodę ^^

Teraz wystarczy tylko przetrwać do końca tygodnia, napisać wszystkie zaplanowane testy i poprawy... W tym o jedną muszę jeszcze poprosić, i nikt nie powiedział, że będzie mi dana. Ale staram się myśleć pozytywnie.
I dość już tracenia czasu na dziś, zmykam się przygotować do tych szaleństw.

Adieu.


PS Dzięki za wysyp smsów.
Tagi: rzyg.
16.04.2012 o godz. 18:25


Igrzyska. Jutro. Again <3

A tymczasem powinnam poświęcić weekend nauce kochanej matematyki, chemii, angielskiego, biologii, czytaniu "Potopu" oraz "Glorii victis", pieczeniu ciasta (tak, podejmuję się tego), ogarnianiu pewnego rozentuzjazmowanego muzyka ;p ... I znaleźć czas na relaks. Być może szczęśliwym trafem znajdzie się w kinie wraz z oszałamiającą liczbą towarzyszy z klasy, którzy zacnie postanowili pojawić się na odrabianiu swej pańszczyzny.
Mam nadzieję, że dyrcia mimo wszystko da nam żyć.

Pożeram Pratchetta i żyję w strachu przed zebraniem. Po prostu uznajmy, że nie przekazałam rodzicom informacji o kilku ocenach. Które mam nadzieję poprawić.
I mimo wszystko mieć ten pasek na koniec.

Wyjątkowo krótki, a jakże pracowity tydzień dobiegł końca. Męczy mnie już szkoła i chłód na dworze (mimo że i tak jest cieplej, yeah), widmo matury, moja wredna siostra i nauczyciele, którzy najwidoczniej postanowili przestraszyć nas na śmierć.
Jeden ogromny plus: po odejściu z tej szkoły mam nadzieję już nigdy nie oglądać pewnych ludzi. I zacząć jeździć na koncerty, które jakoś mnie omijają. Być umiarkowanie szaloną dorosłą i korzystać z życia, zanim zaprzęgnę się do pracy i będę zasuwać aż do przesuniętej emerytury.

Amen.
13.04.2012 o godz. 18:59
Tsa. Jakoś mnie zablokowało na dłuższy czas. I nadal nie odczuwam przypływu natchnienia, ale doszłam do wniosku, że kiedyś trzeba się zmobilizować. Na przykład do nauki, bo już pojutrze ukochana szkoła. Biegnę na spotkanie Szanownej Pani P. z otwartymi ramionami. Ach, daj mi spędzić trzecią z rzędu lekcję pod tablicą...
Nie pierwszy raz myślę, że moja ślepota, przez którą muszę siedzieć w pierwszych ławkach, jest przekleństwem. Zbyt łatwy cel dla nauczycieli ;p

Pogodo, podobna mi się ładnie przyświecające słoneczko, aczkolwiek mogłabyś nam oszczędzić białego puchu. Tak, wiem, jeśli chcieliśmy śniegu na święta, trzeba było zadeklarować na jakie, ha, ha.

Droga koleżanko, wychodzisz mi bokiem i mam serdecznie dość twoich jebanych pomysłów, więc grzecznie spakuj torby i odejdź, delikatnie mówiąc, z mojego życia. Nie łaź za mną, nie wydzwaniaj domofonem, telefonem, nie pisz wkurwiająco tępych smsów i przestań się naprzykrzać, bo odnosi to efekt przeciwny do zamierzonego. Zwykłe 'N I E' powiedziane Ci osobiście najwyraźniej nie jest dość jasne, dlatego też oficjalnie to ogłaszam.

Smutna prawda życiowa: kończy się dobre jedzenie. Ciasta zniknęły zbyt szybko, a mimo to ani razu się nie przejadłam (z czego jestem akurat zadowolona). Waga w normie, więc odczuwam niejaką wdzięczność.
Podobnież jak za próbę ataku perfumami - zawsze to bardziej subtelne niż zostać oblaną litrem wody z butelki, a lane przedstawienie się odbyło ;)

Przestałam się już nawet niepokoić powrotem do szkoły, odczuwam teraz tylko otępienie, być może wywołane hurtową ilością piguł. Znoszę jajo na Wielkanoc, yay.




P.S. Czekam na jutro.
Tagi: ale jaja.
09.04.2012 o godz. 12:40
Dobry, dobry, dobry dzień. Był wczoraj. Ale dziś też nie najgorszy. Dziękuję za spotkanie, naprawdę. Może trochę mi zajęło przetrawienie rad i informacji, ale teraz zrozumiałam. Nie należy utrudniać, tylko upraszczać. Odpowiadać sobie na najważniejsze pytania, bez komplikacji i przejmowania się zbędnymi rzeczami. Jasność widzenia, tego właśnie potrzeba.

Kiedy sobie to przypomniałam, zrozumiałam, co jest ważne. I od razu było lżej, przeszedł kolejny wielki smutek, który już mnie opanowywał. Jestem szczęśliwa, po prostu. Dlaczego niby mam sobie odmawiać radości, bo matma? Bo jakieś wymyślone problemy? Mam czym żyć, mam z kim żyć, mam po co żyć. Niby proste prawdy, a nie umiałam tego zaakceptować. Wydawały się zbyt proste i wręcz naiwne. Ale bez nich trudno w ogóle ruszyć z miejsca.

Wystarczy odrobina uodpornienia na rzeczywistość, a wątpliwości znikają. Tak po prostu.

A teraz czas przygotować się na Wielki Tydzień. Czy raczej czas Wielkiego Zapierdolu w szkole. Z utęsknieniem czekam na święta ;]


Tagi: trololololo
24.03.2012 o godz. 16:18


Czuję się, jakbym pogrążała się w depresji lub czymś podobnym. Wczoraj było wspaniale, ale i tak do wieczora zdążyłam wrócić do stanu otępienia. Nic mnie nie obchodzi. Automatycznie wstaję, rozmawiam z ludźmi, jem, odrabiam lekcje, a wciąż jestem nieobecna. Nie wiem tylko, gdzie się w takim razie znajduję. Patrzę na wszystko jakby z boku, jak postronny obserwator. Kiedy się uśmiechnę, to sztucznie albo na chwilę.

Nie wiem właściwie, co mnie tak przygniata. Może strach. Strach przed tym, co widzę. Przed pustką, ciemnością, smutkiem. Ludzie są już odmiennym gatunkiem. To, co wcześniej było zajmujące albo dawało satysfakcję... Teraz jest inne. To ta sama czynność, ale wywołuje inne emocje. A raczej nie wywołuje żadnych. Mam ochotę tylko gdzieś się skulić i schować, żeby już nikt więcej mnie nie zobaczył.

Wszystko, co rozpoczęłam, stanęło w miejscu. Komiksy, dbanie o siebie, chudnięcie. Przychodzą myśli, których nie chcę, rozpacz. Nie wiem, co się stało, jak umknęło to wszystko, co było ważne. Strasznie tęsknię za chwilami, kiedy czuję się bezpiecznie, kiedy jesteś obok.

Muszę się wziąć w garść. Muszę znaleźć cel. Zająć się innymi, nie sobą, to prowadzi tylko do użalania się. Dziś nie wyszło, ale to nic nie znaczy. Musi być dobrze.
Tagi: ot wiosna
18.03.2012 o godz. 17:59
Tagi: ^^
05.03.2012 o godz. 19:12
Naprawdę nie chcę być złą córką. I nie sądzę, żebym miała jakąś wyrodną matkę, co najwyżej dość surową. Po prostu nadajemy na niby zbliżonych, a jednak kompletnie różnych falach. Możemy ze sobą rozmawiać godzinami, i kiedy każda pójdzie na kompromis, idzie się dogadać. Ale każda ma swoje 'naleciałości', co do których się nie łudzę, że się zmienią. Nie sądzę, żeby była w stanie załapać pewne rzeczy a czasem nawet zakodować to, co mówię. Po prostu pauzę wypełnioną moją wypowiedzią uprzejmie puszcza w niepamięć, kontynuując swój wywód. Najgorzej gdy się nakręci i gada, gada, gada. Nie załapie kiedy zażartuję, skomentuję, bierze to za jakieś niepoważne gadki.

Kiedy się zwyczajnie zdenerwuję i ją czymś zbędę, potrafi wracać 10 razy, żeby nadal nawijać. Jakby kompletnie nie obchodziło ją to, co powiem, bo to ona ma się wygadać i przeprowadzić wykłady wychowawcze dla córki, żeby wyszła na ludzi. Trwa to zwykle do momentu, kiedy w końcu się rozpłaczę, najczęściej kiedy czymś mi dołoży albo z frustracji - tak, zdarza mi się płakać z takich powodów. Kiedy porozumienia brak, gadka narasta, podobnie jak przekonanie rodzicielki o mojej głupocie, po prostu nie wytrzymuję. To ugruntowuje pozycję osoby, mówiąc delikatnie, dziwnej - bo ryczę bez powodu, wariatka.

W efekcie jestem uważana za osobę nieporadną, niepoważną, niestabilną emocjonalnie, na której nie można polegać. I doprowadza mnie to do czarnej rozpaczy. Koło się zamyka, a w przyrodzie nic nie ginie.

Ot, taki kompleks gorszej siostry.
01.03.2012 o godz. 20:09


Innymi słowy, wysiadam.
Tagi: out of order
23.02.2012 o godz. 23:15
I jakoś wcale mi się nie chce. Mózg zaczyna wymykać się spod kontroli, a oceny wciąż pięknie piątkowate. Może to dlatego że jeszcze nie wiem, co dostałam z chemii.

Nie jestem zadowolona z zaniedbania bloga, z tego jakże paskudnego, dzisiejszego dnia, z tego że muszę jeszcze odrobić matmę (ale sama, bez zrzynania, taka jestem od jakiegoś czasu zajebista ;>). Ogólnie rzecz biorąc wciągnęło mnie życie - płynie sobie nieubłaganie i jakoś zbyt szybko.

Budzę się rano żeby odkryć, że to już dzień, odkąd tak pomyślałam, tydzień, miesiąc. Półtora roku w jakże cudnej szkole. Półtora roku wśród nowych ludzi. Półtora roku nowego życia.

Wypiłabym za to, ale nie mam z kim. Amen.

PS Mama się martwi, że w dzień śpię albo odpoczywam, kiedy wrócę ze szkoły. Rzeczywiście, zadziwiające.
stół.jpg
21.02.2012 o godz. 20:18
1. Nie ma mowy.
2. Nie ma miejsca.
3. Nie ma dyskusji.


Słowo daję że kiedy dorosnę, będę unikać tych zdań. Nie będę nimi katować moich hipotetycznych dzieci. Są najpaskudniejsze i najczęściej używane przez moich rodziców. Nie znoszę słyszeć któregokolwiek z nich. No, może jeszcze 'przestań wreszcie jeść'.

Dlatego na przekór wszystkim będę na tak. Jestem spłukana - i co z tego? Jutro jedziemy na rajd po sklepach, i mam zamiar wyszaleć się między wieszakami. Moi rodzice mają skwaszone humory, nie wiem czy zgodzą się na coś, na czym bardzo mi zależy - i co tego? Jest świetna opcja na Walentynki. Są ferie, jestem jeszcze pozbawiona widocznych zmarszczek, schudłam, a noc jeszcze młoda, tak jak ja. Niedługo formalnie wkroczę w wiek dorosły, i, choćby na utrzymaniu rodziców, będę miała większe prawa. I nie będę się dobijać.

Bo tak!



Stare, dobre czasy
02.02.2012 o godz. 20:47


No właśnie. I co teraz?
Jedyne co mogę powiedzieć to że jestem zmęczona, zła, sfrustrowana i nastawiona na opcję 'wyjdź z tej szkoły, byle szybciej'. Wyjątkowo pochwalam skracanie lekcji. Nie mam pojęcia co jest powodem spłynięcia na nas, biednych kmiotków, takich łask, ale nie narzekam.

Poważnie zastanawia mnie to, co się wyrabia na świecie. Jakoś nie wyobrażam sobie życia bez oglądania filmów, seriali, najróżniejszych stron z może i pierdołami, ale miło zajmującymi czas. Kompletny absurd, ale skoro już mnie też ma to dotyczyć, lajkuję i udostępniam. To bardzo dużo, fakt ;p

Chcę się przenieść do innego wymiaru, gdzie najsmaczniejsze jedzenie jest najzdrowsze, można całymi dniami rysować i przeglądać kwejka, a ludzie są mili i uśmiechnięci. Dobra, z tym ostatnim trochę przesadziłam. Ale realia naprawdę mnie przerażają.

Momenty, kiedy będę musiała wybierać, które zaprowadzą mnie tylko do kolejnych rozterek... Chętnie bym ich uniknęła. Nie widzę swojej przyszłości w tym kraju, jestem pełna obaw i wydaje się, że zbyt dziecinna i naiwna żeby przetrwać w takiej rzeczywistości. W dodatku czuję się obrzydliwie kontrolowana przez rodziców, nauczycieli, jak widać rząd. Want some freedom.


24.01.2012 o godz. 17:07
Is a very good day. Święto jak się patrzy, w końcu Dzień Babci. Grzecznie więc odstałam swoje w kolejce do telefonu i złożyłam życzenia szanownej rodzicielce mojej mamy.

Zawsze uważałam, że rozmowy z kimś starszym przez telefon są po prostu nudne. Trzeba je odbębnić bo wypada, skoro są święta czy coś w tym rodzaju. Główny obowiązek spadał w każdym razie na rodziców, zwykle mamę. Jak to dorośli, rozmawiali czy wszyscy zdrowi, jak pogoda, kiedy odwiedzi wujek... Żadnych spraw zbyt osobistych, ale należy mówić o nich z zaangażowaniem. Co tu do gadania może mieć, powiedzmy, 12-latka? Odpowiedzieć, że oczywiście że się uczy, podziękować za życzenia zdrówka i powodzenia w szkole. A teraz oddaję mamę, bo już czeka.

Przyszedł czas, że zaczęłam doceniać towarzystwo babci i to, jaką w ogóle jest osobą. Może dlatego że odkryłam, jak bardzo jesteśmy do siebie podobne pod względem temperamentu i poczucia humoru. Może dlatego że nigdy nie czułam jakiejś bliższej więzi z dalszą rodziną, a okazuje się, że zależy jej na kontaktach, wysłucha co się u mnie dzieje i zwyczajnie doradzi albo zażartuje. Albo dlatego że zrozumiałam, jak dziwnie by było nie jechać jak co wakacje na wieś, żeby tam z nią pobyć i posłuchać anegdotek i historii z czasów jej młodości. Bo niedługo może już być za późno, a dopiero teraz zrozumiałam, jaką skarbnicą wiedzy i optymizmu jest moja babcia.

Nie wypada mi tu za długo siedzieć, bo tak się składa że i tatuś obchodzi dziś swoje święto. Nie żeby był babcią, dla jasności ;p

Tęsknię. Dzisiejszy dzień wprawia mnie w wyjątkowo dobry humor. ;*


Tagi: :)
21.01.2012 o godz. 20:32
Skoro już wszystko wyglądało ostatnio tak jednostajnie... Narzekanie na szkołę, na zmęczenie, na to, że się chce spać... To nieco odmiany.

Siedzę sobie grzecznie na tyłku i, szczerze mówiąc, zupełnie mi to odpowiada. Jakieś szczególnie ważne wydarzenia mnie nie omijają, więcej czasu na spokojne oglądanie filmów (miłe mimo ciągłej potrzeby wycierania nosa), jestem sama w domu - a przynajmniej dopóki reszta rodzinki nie wróci. Freedom.

Co z tego, że na początek zaćpałam się tabletkami na alergię mojej mamy. Przykazała mi je wziąć, skoro 'nie ma już tabletek na katar'. No więc dobrze, skoro każe, to biorę i w drogę. Szkoda, że leżał luzem tylko listek, żadnej ulotki, opakowania ani nic. Więc kiedy już się zwolniłam z lekcji dziwacznie oszołomiona i trochę tym zaniepokojona, wzięłam jeszcze, bo katar się mocno odezwał. A gdy wróciła mama żeby mnie zapytać co ja wyprawiam, skoro powinnam zażyć jedną i to na noc, bo powodują senność... Zdążyłam już co nieco odespać z ich działania.
W sumie szkoda, że nie dowiedziałam się wcześniej, zafundowałabym sobie bardziej świadomie odlot xd

W każdym razie nie zamierzam wyściubiać nosa z domu do jutra. Zgłoszę się do szanownej placówki, żeby napisać testy, i tyle. Zaraz potem będzie weekend. A potem już tylko tydzień i ferie.
Czyli kolejny, straszliwie długi okres człapania po domu w piżamce, szlafroku, z kompletnym nieładem na głowie. W ręce kubek ciepłej herbaty, za oknem niech się dzieje co chce, bo w środku jest ciepło...

Lubię to, zdecydowanie.
17.01.2012 o godz. 16:01
To nic mi się nie chce. No dobra, chce mi się iść na półmetek. Nawet jeśli będę myśleć tylko o tym, czy się jeszcze bardziej nie rozchoruję. Ból gardła tuż przed imprezą to zdecydowanie przekleństwo. Ale grunt, że będzie się z kim bawić.

Wczorajszy dzień spędzony na męczących, acz owocnych zakupach. Po powrocie padłam na łóżko i spałam do północy. Zdarza się xd

Jestem z siebie zadowolona pod względem ocen. I mam nadzieję, że wyrobię na koniec na ten pasek. Zaczyna mnie tylko przerażać mój narastający pesymizm. Oby dzisiejszy wieczór pomógł mi o nim zapomnieć i patrzeć na życie nieco bardziej radośnie. Let's have fun!

To tak w skrócie. Btw, odgrzebałam stare komiksy. I już nie chcę być drwalem xd


14.01.2012 o godz. 09:24
wandalka
I'm giving up the ghost of love
O mnie: Już nie tak samotna.
statystyki